Menu Zamknij

WWD#000 [S01E00] Ognisko zimą nad Jeziorem Solińskim

To był bardzo spontaniczny wyjazd. Konieczny dla uspokojenia głowy która była przeciążona w związku z kończenie budowy. Ale dałem radę, skoczyłem, papiery wyprostowały i uciekłem na tych kilka godzin.

Sam dojazd spod Rzeszowa nie zajął mi wiele czasu ponieważ wyjechałem przed godziną 12 więc było jeszcze w miarę spokojnie na drodze. A im bliżej Bieszczad tym samochodów na drodze mniej.

Na miejscu zaparkowałem w miejscowości Solina na prawym brzegu Sanu. Oczywiście nie nad samym brzegiem ale na parkingu niedaleko drogi prowadzącej na Jawor. Parking płatny ale tylko w sezonie. Zimą można spokojnie zostawić samochód na kilka godzin i nie ma z tym problemu.

Oczywiście zjeść tez nie ma gdzie bo wszystko pozamykane. Co prawda kręciło się trochę osób ale to byli akurat robotnicy którzy zajmowali się rozbudową jednego z obiektów gastrohotelarskich. Poza tym żadnych turystów. W sam raz aby spędzić chwile czasu samemu.

Planowałem podejść nieco dalej ale dosyć wysoki stan wody spowodowany zapewne roztopami nie pozwoliłby w sposób łatwy przejść dlatego tez ustawiłem się w pobliżu chaty straży rybackiej. Na miejscu okazało się, ze nie jestem jednak sam.

Oczywiście zrzucając plecak na ziemie go nie było. Pojawił się po chwili pewnie licząc na darmowe jedzenie. Na razie musiał tylko patrzeć jak szykuję ognisko.

Z ogniskiem nad Soliną nie ma większych problemów, zawsze znajdą się jakieś patyki, gałęzie, które można przeznaczyć na opał. Ale zimą nie ma tak łatwo. Dopiero za drugim podejściem rozpaliłem, ponieważ za pierwszym razem miałem za mało suchej trawy, która chciałaby rozpalić drobne gałązki. Oczywiście to dlatego, że wszystko jest wilgotne. Ale już 10 min później ognisko radośnie trzaskało w pobliżu wody.

Zaletą rozpalenia ogniska przy samej wodzie jest to, że można łatwo je zagasić chlapiąc wodą prosto z jeziora. Dużo osób tak robi. Niestety często rozpalając już to ognisko zostawiają po sobie śmieci, czego dowody miałem niemal na wyciągnięcie ręki. Puste butelki po alkoholu, puszki można niestety znaleźć wszędzie w pobliżu.

Gdy już ognisko się paliło była okazja po prostu posiedzieć i popatrzeć na wodę. Zamknąć oczy i posłuchać wody rozbijającej się o brzeg. Cały czas oczywiście towarzyszył mi łabędź.

Mając już ognisko można coś zjeść na ciepło. Jakiś posiłek wrzuciłem do menażki wojskowej i odstawiłem na chwilę na ogień. Trzeba cały czas mieszać bo łatwo przypalić i później sprzątania więcej. Oczywiście wtedy wszystko co podgrzewamy bierze zapach ogniska i czuć to jedząc, ale to daje dodatkowego uroku posiłkowi w plenerze.

Samo zmywanie nad jeziorem jest bardzo łatwe. Piasek który jest na plaży jest świetny do mycia naczyń nawet jeżeli coś się odrobinę przypali. Bardzo dobrze czyści. Polecam.

Mimo tego, że ubrałem się dosyć grubo to jednak wiatr od wody dał się we znaki po już po 2 godzinach siedzenia. Szybkie sprzątanie i ucieczka na krótki spacer po zaporze.

Pora wracać do rzeczywistości… Wracam do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.